robię sobie właśnie plany na sylwestra. pierwszy wybór to spędzenie północy na pracowym spędzie. ot taka mała służbowa uroczystość na około dwa i pół tysiąca ludzi. pod chmurką. na zimnie i śniegu. o ile spadnie rzecz jasna, bo jak na razie się nie zanosi. ale znając kilka kobiet w moim życiu im się też na macierzyństwo nie zanosiło, a donosiły. różnie być może. drugi wybór to rynkowa uroczystość. pod gołym niebem. wśród dwóch i pół tysiąca obcych i nieobcych. może sigourney weaver nie będzie. i miejmy nadzieję, że nostromo również. trzecia opcja to sylwek z szefem i first village lady. więc może będzie to genialna okazja o jakiejś podwyżce porozmawiać. why not. tylko czemu mam wrażenie, że wobec atrakcyjności każdej z przedłożonych ofert, będę musiał jakoś je z sobą pogodzić. zresztą są one lepsze niż vidal sasoon. ot taki klitze-kleine-trójkącik…
dzisiaj imiennik mi napisał. że mi odpisze na mejla. może w święta. inna inność, że mejla wysłałem grubo przed dniem komisji edukacji narodowej. więc drodzy e-interlokutorzy nie pieklijcie się na mnie, że popadam w zwłokę (taki wiek!). po prostu muszę się jakoś wyładować za era p.n.e. taki już ze mnie er n.e. zbieżność imion, nazwisk, nazw i innych powszechnie używanych abrewiacji przypadkowa. swoją drogą chyba zaczyna mnie delikatnie straszyć. czuję się jak jennifer love-hewitt. albo raczej wiekowo uzasadnienie przypadkowych przechodzień autostrady, po której mknął najmłodszy z braci cartwrightów. chociaż może lepiej nie, bo ponoć mandaty mają wzrosnąć. a ja jakoś lubię się wałęsać o trzeciej nad ranem bez włączonych świateł. choć ostatnio sam wymieniłem zarówki w mojej limuzynie. więc nie do końca ze mnie taki pedał, co kilkanaście mejli temu napisał mi jeden mój były czytelnik na widok moich fotek w jednym z pornogejoffskich portali. a co!
i po weekendzie. łącznie z wolnym dzisiaj. trzeba było odespać brak sobotnio-niedzielnego snu. zresztą co to była za noc! miało być szaleństwo w pedał-budzie, a tu proszę – dicho w krakowskim les-barze! prawie jak biesiada ludowa. albo lajkonik. równie podniecające. chociaż nie! miałem genialnego rozmówcę. geja staruszka. rewelacyjny koleś. nie myślałem, że takie wiekowe kicie mogą być aż tak interesujący. nawet dobrze się trzymał jak na swój wiek. powiedziałbym, że chyba lepiej niż ja. mimo że starszy ode mnie. o całe jedenaście dni…

To masz o całe trzy plany sylwestrowe więcej niż ja
ale ponoć od przybytku głowa nie boli to jest szansa, że kac noworoczny Cię ominie. Ty to masz dobrze!
eR: jeden mi wlasnie odpadl. masakra! wiec juz tak bosko nie jest
sylwester? sylwester? aaa, sylwester… o kurcze, to już niedługo – aaaaaaaaaaaaa!
a tak serio – ten nadchodzący mam wyjątkowo głęboko w d…. , mogę go nawet spędzić sam na jakimś pustkowiu, o!
eR: no to słonko spotkajmy się tam!