-
wiejska pojechała do stolicy. będzie okładkową gwiazdą super-linijki czy jak to tam się zwie. totalna metamorfoza. ponoć. właśnie sobie z nią pogadałem w drodze na kancelarię parafialną, gdzie musiałem opłacić mszę z okazji piętnastu lat, jak mój fader sobie poszedł do tego lepszego ze światów. może wypadało… a może wypadać nie powinno było. może z serca mało być. dziwnie jednak z tatą było. starał się, ale chyba czuł, że ma syna pedała, bo jednak nasze relacje były nieco napięte. ciekawe jakby to było, gdyby żył. pewnie by mnie wydziedziczył. albo nawet wyklął, pozbawiając nazwiska. albo i nie. nie wiem… choć chciałbym wiedzieć.
-
chłodnica mi padła. ponoć wody w autku nie było. skandal! to wina globalnego ocieplenia chyba… kogoś muszę winić, bo nie siebie przeca. mechaniczka mi powiedziała. tak. pani tomaszowa, która zajmuje się moim autem. masakra. nawet nikt nie wie, jakich rzegiętym pedałem się przy niej czuję…
-
no i muszę się wybrać do chirurga. bo mi coś dziwnego na staopie urosło. potem badanie histopatologiczne. a potem może i ten blog stanie się nieco bardziej atrakcyjny. taki życiowo-śmierciowo-przetrwaniowy. we will see. tak czy inaczej czas nie jest moim sprzymierzeńcem…
-
w sobote pierwszy egzamin. masakra. z jakiejś durnej teorii, w ramach której się praktykalizuję. nie ma chyba nic gorszego niż wysłuchiwać bzdur o tym, co doskonale wiesz. bo jak słyszysz takie bzdury to ci się nóż w kieszeni otwiera. to tak samo, jak ktoś coś ci radzi, nie znając narracji. i ja wtedy mam ochotę kogoś takiego udusić…
-
moja wiejska zofija mi dzisiaj powiedziała, że już dawno nie była kochanką. że życie jej przeleciało na dzieciach i pracy. że była matką i żoną. nigdy kochanką. bosh. ma kobieta tyle lat ile bobby czyli mój papa. i takie rzeczy mi mówi. w dodatku swojemu formalnemu przełożonemu, którego raz prawie pobiła, poznając go w ramach swatania z panną ścianą. nie wiem czemu, ale mam do niej słabość. a może to temu, że i jak mam podobne spostrzeżenia jak ona…

autko znowu nawaliło? nie no eRku nie ma to tamo – zaraz po nowym roku trzeba wybrać się na polowanie i zasłużoną Viki na H-RVkę zamienić!! bez dwóch zdań!
Bosz a ja sobie zaplanowałem, coby przy wigilii obwieścić smutną prawdę o mnie, ale zaraz potem stwierdziłem, że lepiej będzie poczekać co najmniej do drugiego dnia świąt.. albo do św. dygdy
a wasze spostrzeżenia? weźcie się za czyny, a nie marudźcie jak dewotki
:P:P
wiejskiej pogratuluj
kolejny milowy krok 
mam permamentne problemy z samochodem. zapowiedzialam mu juz (temu autku), ze nadejdzie taki dzien, kiedy go publicznie spale. niestety nie spodziewam sie spadku, wygranej, odstepnego znaleznego i dlatego ciagle laduje kase w naprawy ;(
mam nadzieje, ze z noga to jednak nic powaznego. ot liszaj ;P btw. dbaj o siebie