wielki lew. ja natomiast tylko niepozorna ryba. w dodatku samica, biorąc pod uwagę szczególną datę moich urodzin. ale to tak na marginesie. właśnie odgrzebałem mój pierwszy i ostatni otrzymany list miłosny. datowany na dwudziestego szóstego września roku dwa tysiące czwartego. czyli jakieś cztery lata temu z kawałkiem. który był końcem, ale i początkiem. a jak wiadomo każdy koniec jest początkiem, a każdy początek końcem. coś w tym musi być. jak wiadomo co cztery lata rok przestępny. tak i tego roku. przestępność ma swą siłę. cieszyć się czy nie? ależ owszem, czemu nie? rybce też należy się…
rybka zwana warrior. tak jarku. ponoć to ja. choc raczej wieloryb. ale może pomińmy gabaryty… ostatnie dni, tygodnie etc. to jedna wielka refleksja. nad tym co będzie, a czego nie będzie. nad tym, co mogło być, a nie było. lubię takie parapsychologiczne wycieczki. dzisiaj odeszła ally. ostatni odcinek. powtórka serialu zajęła mi nieco ponad rok. shit happens. pamiętam, jak zacząłem enty raz go oglądać. przez przypadek. w bru. i dzisiaj skończyłem. nie wiem czemu, ale czuję, że już do niego nie wrócę. nie żebym nie chciał. chyba decyzję podjął ktoś inny…
czasem się zastanawiam, co napisać w testamencie. niby wiem, bo już go napisałem, ale jednak może coś jeszcze. że chcę być spalony, to jasne jak słońce. wiedzą to wszystkie najważniejsze osoby w moim życiu. że się boję? każdy odczuwa strach. nie przed śmiercią, ale przed końcem życia. bo życie to ludzie. i chyba najbardziej będzie ich brak. tak jakoś. no i mam jakąś awersję do robaków, co nie pozwoliło mi pójść w ślasy ojca i zostać wędkarzem. tak więc chyba stąd ten pomysł kremacji. a z drugiej strony po co mi ta portfelowa deklaracja dawcy organów?

powiało smutkiem? melancholią? a tu się trzeba cieszyć na zbliżające się święta… byle do wiosny … ech. a na testamenty jesteśmy stanowczo za młodzi :]
eR: hmm… nie wiem czy za młodzi, czy nie. ale z każdym dniem umieramy coraz bardziej. więc trzeba się przygotować…
i dlaczego ja wyglądam tak grubo i zielono?
eR: hmmm… grubo? zielono? monika?? bosh. tyle lat! to ja! kulfon!
hmm, wow, organy po śmierci Twoje ktoś dostanie?:P ja tam się nie zgadzam na zabieranie moich organów i samolubnie zabiorę wszystkie ze sobą
tak samo jakbym nie zgodził się by mi wszczepili czyjeś organy, oj nie, nie – dla mnie to dziwne:P
eR: chciałbym, żeby moje mógł ktoś dostać. nie chciałbym, żeby wykluczono je od razu. to by oznaczało, że dziwnie umarłem…
rybce też się należy? ja też rybka, a listu miłosnego nigdy nie dostałem.. ech
no właśnie..rozmyślania..przeszłość, przyszłość, było, nie bylo, będzie, nie będzie.. – to na pewno domena ryb. zatem co będzie?
a testament? nie mam czego po sobie zostawić poza gadżetami..
eR: gadżety? mam gadżety. kilka nawet. zawsze lubiłem tę bajkę. jabadabada inspektor gadget. hop-siup, wrotki zrób! a co będzie? we will see… i’m ready. i think.
mnie zawsze zastanawialo, dlaczego camorra czy inna mafia, zdechla rybe przyszlym ofiarom zostawiala….
eR: bo to oznacza kobietę. nie wierz nigdy kobiecie. temu wolę panów. a co?