-
ciekawe, że zawsze mam eksów wielopaku. jak się spotkam ze em-dwa, to wpadam na em-jeden. całe szczęście, że oszcządzony mi zabywa em-zero. chociaż na te-tysiąc wcale bym się nie skarżył. swoją drogą wpadłem na te na naszej klasie pe el. cudowny chłopak. jak dzisiaj pamiętam miziu miziu po buzi. ech – koleś ma prawie trzy dychy w lędźwiach (znaczy wiek – nic innego liebe liebende!), a pieprzy jak gimnazjalistka w pamiętniku. ech. i to się nazywa być gejem! nie trzeba się wstydzić za bycie mentalną gimnazjalistką. poza tym łubu dubu…
-
mam nową klawiaturę. tak więc nie będzie już więcej wu dwa. jest niesamowicie zakręcona. taka serpentynowata. jak hurra! jak życie. jak moje zwoje mózgowe… no i ponoć jest wodoodporna. ciekawe czy alkoholo- też… wyjdzie w praniu w każdym bądź razie (z zaznaczeniem, że to wyrażenie uważane jest za zruszczenie…). jedną klawiaturę oblał mi jakimś płynem (nawet nie chcę wiedzieć jakim) em dwa. drugą zalałem ja. swoją drogą em dwa wygląda jak więzień polskiego (tfu!) niemieckiego obozu koncentracyjnego w polsce (właściwie pod oknami ma kominy). jest chudszy niż boska calista. a to już grzech. nie wiem czemu, ale im bliżej końca jestem piątego sezonu ally mam dziwne przeczucia, że dotyczy to nie tylko ally…
-
znowu chcą mi dać podwyżkę. jakoś niespecjalnie się na to cieszę. wywalczyłem takową bląd asistąs. a nawet umowę na czas nieokreślony. jak wcześniej wiejskiej. ba! nawet zacząłem się szarogęsić po firmie. ale w końcu jako pierwszy po pierwszym chyba mam prawo. i zaczynam upajać się tam pałerem jak w domu wermutem. ba! nie musi być ani wstrząśnięty, ani zmieszany. ze mnie taki agent, jak tuska rudzielec. czyli prawie…
-
w tym roku nie będzie kartek świątecznych. nie chce mi się ich pisać. nie chce mi się ich tworzyć. zeszłym razem friendsi dostali choinkę z moim prawie-aktem (manufaktura!). postarałem się. ba! poza tym cosmiczna piosenka jest cudowna. ściągłem na twardziela.
-
śnił mi się ostatnio sen z kobietą. w dodatku kumpelą z ogólniaka, która była skarbnikiem w aktywie szkolnym, gdy ja tam byłem wicepierwszym. buhahaha… to wszystko wina zofiji. bo się zaczęła cudownie ubierać. ostatnio normalnie nie mogłem spuścić z niej wzroku. a wydawałoby się, że ona pięćdziesięciopięcioletnia babka, a ja pedał przed trzydziestką. kocham saspens!
