donald tusek i jarek the duck się spotkali. właśnie mówią o tym w stacji, której nazwy nie mogę wymówić, coby nie narazić się zarządowi partii, która mogłaby wykonać na mnie egzekucję jak na marszałku dornie. w tym momencie wszyscy radośnie machamy vilowi, który uważa żelaznego ludwika za najbardziej erotycznego mężczyznę na świecie. pewnie dlatego mnie zostawił, ale to już kwestia estetyki. ech. pewnie bardziej bym się przejął, gdyby olał mnie dla gosia albo kalisza. choć kalisz to moje alter ego. ale o tym kiedyindziej. tak czy inaczej nie tędy droga sabo! poraz zmienić stację telewizyjną. kiedy odzyskam kompa? kiedy? bo jak na razie muszę słuchać muzyki zarchiwizowanej na płytkach. o dziwo po remoncie nie jest to muzyka najwyższych lotów. raczej taka kurzasta nieco. rolnik kocha swoją kurę!
ostatnio poczytałem sobie trochę o umieraniu. akuratnie gazeta, której imienia porządny pisowiec nie wypowie, a którą czasem podczytuję, prowadzi akcję umierać godnie. albo jakoś tam. chyba wolałbym godnie niż jakoś tam. właśnie siedzę nad nową wersją mojego testamentu. oczywiście nie zmieni się jedno – czyli kremacja. to podstawa. przynajmniej rodzinka poszaleje za oszczędności na trumnie, a garnitur i buty będzie mogła zbyć w jakimś second handzie. wow! wlaście na tvnie mówi jakiś alex ingram z londynu. mniam. ale znowu odchodzę. znaczy od wątku. w prosektorium najzabawniej jest nad ranem. i z myślą o tym właśnie może warto się odpowiednio przygotować. no ale niestety – ksiądz przestał się odzywać. po tym, jak mu napisałem, że ma się skupić na brewiarzu i kratce w konfesjonale, a nie krzyżyku na klawiaturze nokii. ech. chyba przesadziłem…
kryzys finansowy się zaznaczył w moim domostwie. akuratnie dzisiaj zapłaciłem rachunki. skandal! w dodatku straszą mnie, że mi gaz odetną. i prąd. jak nie zapłacę zaległych zobowiązań. więc płacę coby mi ręce nie marzły, bo jakby zimne były, toby zastosowanie znaleźć musiały zapisy akapitu wyżej. no i nie lubię się w zimnej wodzie kąpać, bo pewne rzeczy się kurczą. i palce marszczą… a poza tym błysnąłem. i tym razem nie metryką. ale durnym poczuciem humoru. w grodzie kraka, gdzie mój brat bliźniak pod wawelem w jaskini rezyduje. jeden sesemes i ogniem zieje. na gaz. on na gaz. ja na gazie…


Też sobie czytam. A co! Wiersz(e) Herberta Zbigniewa, Zbigniewa Herberta, Herberta, a może Zbigniewa
eR: ale herbert nie jest zbyt politycznie poprawny…
no i poszedl Xiądz! Sie j…ć! uups!
x x
eR: ale nawet nie zapukał. cham! i ja wciąż klęczę…</em
u mnie też kryzys. w październiku był większy, dziś jest minimalnie lepiej. ale zrobiłem małe zakupy żarcia podstawowego i pół stówy nie moje. za neta w zeszłym miesiącu nie zapłaciłem – zadzwoniłem i wielce zdziwiony powiedziałem, że rachunek nie przyszedł, a stare wyrzucam i numeru konta nie mam – no i nie miałem jak zapłacić