eR

In point of view minus cztery on 24 październik 2008 at 17:27
  • jörg haider może był gejem, a moze nie był. dziś nie obchodzi mnie to. dziś już nie martwię się tym. był pięknym cieleśnie mężczyzną, z którym jestem w stanie wyobrazić się przy. miał to coś. grrr…
  • ksiądz się nie odczepia. to mnie nawraca. to znowu podrywa. to nazywa bratem. choć trafniej by było siostrą. żąda deklaracji, a na oczywistą oczywistość, że nie mam zamiaru się w kimkolwiek zakochiwać, twierdzi, że nie będę miał na to wpływu, bo to i tak boski plan. pewnie podchodzi do swoich studiów, jak ja podchodziłem. bo gdyby traktował je serio, to już w pięcioksiągu zorientowałby się, że pan be dał ludziom wolną wolę…
  • z bląd asistąs bywałem na południu. ba! nawet czekoladę z zachodu dostała. coby nie myślała, że jej szefo jak hobbit. największa sknera, centuś i skąpiec świata. harpagon się kryje. no i mam lentilky!
  • odwiedziłem tomasza. nie. nie doktorka. tylko mojego fryzjera. i wyglądam jak pedał z coconu. straszne. chciałem, by tylko mnie przyciął. a on mnie obrzezał. no nic. odrosną. napletek miałby problem. chociaż szczerze mówiąc, nie miałbym pewnie nic przeciw.
  • po raz kolejny dowiedziałem się od pierdoły roku (lat tyle ile ulubiona pozycja większości tutaj czytających), że gadam pierdoły. durna łysina! nie gadałem o nim tylko o finansach. no ale jak każdy spekulant (w jego oświadczeniu oszczędności w złociszczach to zaledwie dwieście i trzy zera) świruje na myśl o kryzysie finansowych na światowych rynkach. specjalnie powiedziałem zofiji coby kreowała księgi, żeby stary wrzód się wkurzył. a co!
  • uczę się słowackiego. zaujmy, priestory, podminky i inne uzemni plany nie robią już na mnie żadnego wrażenia. w końcu to ja dogadałem się z belgiem, choć nie znam belgijskiego. umówiłem się na juniusza z węgrem. i to przez telefon. w dodatku gadając mową czechowa, choć wcale jej nie znam. inna inność, że czechowy język podobny do slovensztiny. ale chyba inaczej się tworzy przymiotnik od rzeczownika czeski. moje językowe zdolności są całkiem całkiem. i tu zgadzam się totalnie – choć mało skromnie – z vilem, że umiem nim cuda wyprawiać…
  • moja sis zakochała się w prisonerze. i bynajmniej nie w scofieldzie. zresztą chyba wyśmiałbym ją, że ma aż tak beznadziejny gust. ja tam bardziej przepadałem za veronicą. którą chyba poćwiartowali. patrząc na trzeci sezon, miałbym ochotę zrobić to w auto dafe. a co? płonące kostki lodu… to byłoby coś!
  • miałem być dzisiaj na koncercie w sali koncertowej akademiji muzycznej w śląskiej stolicy. niestety zaproszenie było dla dwóch osób. a jakoś jeszcze się nie rozdwoiłem. a może tak. zauważyli państwo pewnie nową formę? [tu słychać ajronik laf piszącego]
  • a na koniec pewnie błogosławieństwo. chociaż nie! takowe tylko na początek. dostaję od dwóch tygodni punkt szósta jedenaście. może kiedyś okaże się ta kombinacja liczb punktem wyjścia dla lostów dwa.
  • nie chce mi się dalej płodzić. wychodzą same dałny. ech…
  1. Ja się bałem tego napisać, ale Gayder był naprawdę hmmm…. sexy :)

    eR: wojtuś! nie tak jak ty! ale ofkors. kiss!

  2. cos mi ten Xiadz smierdzi… jakis taki psychol z niego wychodzi. uwazaj Worrior. nie wiem, kurwa, po co sie w te profesje pchal. zaraz mnie sie to Pecem kojarzy… kissses

    eR: księdza nie poczułem. ani w sobie. ani przy sobie. tylko esemesowo. żal mi go. ale mam zasady – żadnych żonatych. i żadnych w sukienkach!

  3. a co to za zmiana systemu pisania notek? he?

    heh ciekaw jestem tej nowej fryzury naszego bb-pedałka :)

    a zaproszenie, koncert, katowice… foch!

    eR: ad jeden – czasem warto coś zmienić. choćby odcień cieni do powiek. ad dwa – zawsze mogę fotę podesłać. zresztą masz hasło, więc wiesz. ad trzy – nie było mnie w kato! ot co!

  4. zazdroszcze tych zdolnosci lingwistycznych, reszty nie. na przyklad za taka esowa pobudke, chocby nie wiem jak sexowny obiekt mnie budzil, zabilabym. co innego, gdyby to bylo na zywo….

    eR: jakich tam zdolności. zwykłe bez-sens-gadanie! ja też bym zabił. gdyby nie fakt, żem od jedenastu minutach na nogach…