es o szóstej nad ranem w sobotę to lekka paranoja. ten, kto je wysyła, powinien znajdować się pod szczególną ochroną. i w rzeczy samej jest. same zastępy aniołów się pewnie za nim wstawią, gdybym chciał mu zrobić krzywdę. tak więc odstąpię niczym tusek przed prezydentem w brukseli. nie będę się narażał płonącym mieczom archanielskim i perspektywom spędzenia wieczności w smolistym kociołku. ale do rzeczy – napisał mi rano mój prywatny przyszły spowiednik. czyli the priest. niestety nie ten od antonii byrd, ale jednak. i jak jeszcze dodał – tuż przed mszą. krajste. zapłacę za to. ale mimo wszystko coraz bardziej mnie korci, by sprawdzić jego karty. i odkryć cóż to za blek dżek się za nimi kryje. spłonę za to. jeśli nie w piekle, to na stosie. benedetto mi tego nie podaruje. chyba że to pastor. znaczy mój ksiądz – nie benedetto. a to już inna inność…
jeszcze na moment o jörgu heiderze. właśnie się okazało, że na parę godzin przed wypadkiem ten nacjonalista zabawiał się z jakimś młodzieńcem w pedał-budzie. no i co? mimo że nie jestem jakimś nekrofilem, to chętnie bym się takiemu pięćdziesięciolatkowi w ramion oddał. niesamowity zeń aryjczyk. te oczy. ta szczęka. to ciało. no ludzie. nie jeden dwudziestolatek nie dorasta mu do pięt. a że ja jako prawicowiem generalnie w pewnych punktach podzielam jego zdanie, to jest mi tym bardziej z nim po drodze. ofkors mój semityzm kłóci się z jego antysemityzmem, ale orientacyjnie jestem cały z nim. ech…
komp mi się skończył. siedzę więc przy służbowym lapitopi, na którym zamiast pisać kolejne projekty do evropskej unie, siedzę i monitor sprajuje. bo komara na nim akuratnie zamordowałem. z ciepłą krwią. bo zimnej nie miał. ale ja go zabiłem. z zimną krwią. choć ciepłą. bo wciąż żyję. mimo że akapit wyżej na nekrofila wyszedłem. mrrau.


komary są cholernie uciążliwe, ale to komarzyce przecież gryzą:] zabiłeś kobietę, a najmniej samicę:)
eR: lubię kobiety. z wyjątkiem komarzyc. no i może moich pań z firmy. niektórych…
ooo, ja uwielbiam wysyłać smsy o 5 lub 6 rano
czemu mają inni spać, skoro ja nie śpię – to by było takie nielogiczne
eR: no dobra możesz pisać. ale nie błogosław!
eRku porażka!! nie znalazłem punktu zaczepienia do komentarza, dlatego muszę się odnieść do odpowiedzi na poprzedni
haha
z tym dżipkiem nie przesadzaj – szukamy tylko nieco wyżej zawieszonego kombi, na którego widok laski na wiosce ściągać będą majtki przez głowę
poza tym może jednak Cię przekonam do tego kompaktu??
bo jak nie do już decyzja podjęta – będzie H.
ps. starość nie radość
eR: pamiętaj. moje oczy to genialny punkt zaczepienia. pełne sprzeczności. niby takie echa ach och, a jednocześnie masakra
szukamy? bosh! mam to na piśmie kosmiczny em zobowiązał się publicznie znaleźć mi autko! i je sfinansować! (no dobra – o tym podyskutujemy…) reszty nie rozumiem. ale wy młodzi macie swój slang. ja mam swój język!
smsy o szóstej, telefony o siódmej nad ranem z pytaniem – Czy ty śpisz ? Uwielbiam to…
eR: nie nie śpię. ja nigdy nie sypiam. z nikim kogo nazwiska nie znam! jak masz na nazwisko?
ciagnie Cie widze, eR, do silnych mezczyzn, co to maja posluch u tluszczy – Ksieza, politycy z prawej flanki… niezle, niezle
ps. zdaje mi sie, ze Oberbuergermeister z Berlina to tez gej jest.. czy sie pomylilam?
eR: no ba! lubie silnych facetów. ogólnie facetów. i kobiety. nic pomiędzy! a w berlinie jest regierender bürgermeister. i racja – schwul. w hamburgu też. i ten jest fajniejszy!
ja tez lubię aryjskie typy, a teraz mnie się Jordańczyk trafił, jeszcze nie użyłam, ale pewnie wkrótce poznam co to arabska krew
eR: jordańczyk? nie mów, że ichniejszy król. nawet nawet… a araby czystej krwi dają szansę zarobić!