eR

In point of view minus cztery on 18 październik 2008 at 20:50

es o szóstej nad ranem w sobotę to lekka paranoja. ten, kto je wysyła, powinien znajdować się pod szczególną ochroną. i w rzeczy samej jest. same zastępy aniołów się pewnie za nim wstawią, gdybym chciał mu zrobić krzywdę. tak więc odstąpię niczym tusek przed prezydentem w brukseli. nie będę się narażał płonącym mieczom archanielskim i perspektywom spędzenia wieczności w smolistym kociołku. ale do rzeczy – napisał mi rano mój prywatny przyszły spowiednik. czyli the priest. niestety nie ten od antonii byrd, ale jednak. i jak jeszcze dodał – tuż przed mszą. krajste. zapłacę za to. ale mimo wszystko coraz bardziej mnie korci, by sprawdzić jego karty. i odkryć cóż to za blek dżek się za nimi kryje. spłonę za to. jeśli nie w piekle, to na stosie. benedetto mi tego nie podaruje. chyba że to pastor. znaczy mój ksiądz – nie benedetto. a to już inna inność…

jeszcze na moment o jörgu heiderze. właśnie się okazało, że na parę godzin przed wypadkiem ten nacjonalista zabawiał się z jakimś młodzieńcem w pedał-budzie. no i co? mimo że nie jestem jakimś nekrofilem, to chętnie bym się takiemu pięćdziesięciolatkowi w ramion oddał. niesamowity zeń aryjczyk. te oczy. ta szczęka. to ciało. no ludzie. nie jeden dwudziestolatek nie dorasta mu do pięt. a że ja jako prawicowiem generalnie w pewnych punktach podzielam jego zdanie, to jest mi tym bardziej z nim po drodze. ofkors mój semityzm kłóci się z jego antysemityzmem, ale orientacyjnie jestem cały z nim. ech…

komp mi się skończył. siedzę więc przy służbowym lapitopi, na którym zamiast pisać kolejne projekty do evropskej unie, siedzę i monitor sprajuje. bo komara na nim akuratnie zamordowałem. z ciepłą krwią. bo zimnej nie miał. ale ja go zabiłem. z zimną krwią. choć ciepłą. bo wciąż żyję. mimo że akapit wyżej na nekrofila wyszedłem. mrrau.

ipod-earphones-stock-thumb.jpg przysieczanki – przy piecu stoła

  1. komary są cholernie uciążliwe, ale to komarzyce przecież gryzą:] zabiłeś kobietę, a najmniej samicę:)

    eR: lubię kobiety. z wyjątkiem komarzyc. no i może moich pań z firmy. niektórych…

  2. ooo, ja uwielbiam wysyłać smsy o 5 lub 6 rano :D czemu mają inni spać, skoro ja nie śpię – to by było takie nielogiczne :D

    eR: no dobra możesz pisać. ale nie błogosław!

  3. eRku porażka!! nie znalazłem punktu zaczepienia do komentarza, dlatego muszę się odnieść do odpowiedzi na poprzedni :P
    z tym dżipkiem nie przesadzaj – szukamy tylko nieco wyżej zawieszonego kombi, na którego widok laski na wiosce ściągać będą majtki przez głowę :P haha

    poza tym może jednak Cię przekonam do tego kompaktu?? :P bo jak nie do już decyzja podjęta – będzie H. :)

    ps. starość nie radość :P

    eR: pamiętaj. moje oczy to genialny punkt zaczepienia. pełne sprzeczności. niby takie echa ach och, a jednocześnie masakra :P szukamy? bosh! mam to na piśmie kosmiczny em zobowiązał się publicznie znaleźć mi autko! i je sfinansować! (no dobra – o tym podyskutujemy…) reszty nie rozumiem. ale wy młodzi macie swój slang. ja mam swój język!

  4. smsy o szóstej, telefony o siódmej nad ranem z pytaniem – Czy ty śpisz ? Uwielbiam to…

    eR: nie nie śpię. ja nigdy nie sypiam. z nikim kogo nazwiska nie znam! jak masz na nazwisko?

  5. ciagnie Cie widze, eR, do silnych mezczyzn, co to maja posluch u tluszczy – Ksieza, politycy z prawej flanki… niezle, niezle ;-)
    ps. zdaje mi sie, ze Oberbuergermeister z Berlina to tez gej jest.. czy sie pomylilam?

    eR: no ba! lubie silnych facetów. ogólnie facetów. i kobiety. nic pomiędzy! a w berlinie jest regierender bürgermeister. i racja – schwul. w hamburgu też. i ten jest fajniejszy!

  6. ja tez lubię aryjskie typy, a teraz mnie się Jordańczyk trafił, jeszcze nie użyłam, ale pewnie wkrótce poznam co to arabska krew ;)

    eR: jordańczyk? nie mów, że ichniejszy król. nawet nawet… a araby czystej krwi dają szansę zarobić!