eR

In point of view minus cztery on 13 październik 2008 at 11:07

przez parę dni notorycznie popełniałem przestępstwo przeciw bezpieczeństwu w ruchu drogowym. a mianowicie prowadziłem pojazd bez dokumentu, któryby mnie do tego uprawniał. no bo na ciągnik ponoć trza mieć jakiś osobny dokument i prawko typu be nie jest tutaj wystarczające. tak więc jeździłem po dziedzinie zetorem marki vec-tra-ctor. tak przynajmniej można było określić mojego opla, gdy w drodze do lasu odpadł mi tłumik. natychmiast skręciłem do mechanika, coby mnie podwiązał niczym dojrzewającą gwiazdę hollywoodu, mając nadzieję na romans typu ally mcbeal z pierwszego odcinka czwartego sezonu, w którym puściła się z pracownikiem myjni. niestety pan mechanik okazał się równie atrakcyjny, jak ja pięćdziesiąt kilo temu. ale za to miły, przyjazny i uczynny. również jak ja pół kwintala wstecz. tak czy inaczej zrobił mi druta. znaczy na tłumiku. przymocował go taką metalową linką. o! teraz będzie już bez żadnych wątpliwości. no i mogłem udać się na umówione wcześniej spotkanie w rzeczonym lesie. no i w tym miejscu muszę cię droga czytelniczko lub czytelniku przystojny kolejny raz rozczarować – w lesie również nie było zadnego barabara i borubara, a nawet wodnika o imieniu barbara (no właśnie! z jakiej to bajki, he?), a jedynie sadzenie lasu. nie ma jak udzielanie się w ekologicznych organizcjach i stowarzyszeniach!

inauguracja roku akademickiego tegorocznego już za mną. jestem znowu studentem. mam indeks i swoją ławkę. i koleżanki. o zgrozo! w grupie same kobity. a już oczyma wyobraźni widziałem się w objęciach jakiegoś przystojnego studenta, a tu mam panią marię z ośrodka pomocy społecznej, której jest więcej niż mojej byłej wice-głównej-księgowej. a do tego ambitna jak julia pitera. chce wszystko o wszystkim wiedzieć i wypowiada się na każdy temat, na jaki tylko jej pozwolą… tak więc z uczelnianego romansu nici. czyli ani mechanik mi niepisany, ani student. no nic – trzeba się starać gdzieindziej. więc temu mnie na inglisza wzięło. i od razu rzucili mnie do grupy, która przygotowuje się do certyfikatu. masakra! ale tam przynajmniej jest wesoło. powiedziałbym, że prawie równie wesoło jak na uniwerystecie ekonomicznym, który zachciało mi się zaliczyć (w domyśle studenta rzeczonej uczelni!). bo oto mam również żeńską grupę. w tym tancerkę rumby, sobowtóra alicji janosz i nauczycielkę rosjankę. czyli w niebiesiach wyraźnie mi zapisali, że przez taką aktywność na żadne miłosne uniesienia liczyć nie mogę. czyli co? mam się do róż różańcowych zapisać? auć!

róże…? właśnie. w tym oto jest klucz. bo pewnego wieczora siedzę sobie spokojnie w domu (ba! nawet po trzeźwemu to było, więc pamiętam!), rozmawiając ze swoją sis o jej romansie z pensjonariuszem zakładu penitencjarnego. i nagle dostaję esa z jakiegoś nieidentyfikowalnego numeru, w którym ktoś śle mi pozdrowienia. jak się okazuje po dwudziestu siedmiu wymienionych wzajemnie mesydżach – to również beneficjent podobnego zamkniętego systemu kształcenia – tyle tylko, że nie typu z okolic rakowieckiej w warszawie, a raczej krakoffskiej franciszkańskiej. tak o to od blisko tygodnia romansuję smsowo z księdzem. który niby wydębił mój numer od jakichś naszych wspólnych znajomych… śledztwo trwa! potem będzie tylko egzekucja. tak więc nastąpi sprzężenie zwrotne. tyle tylko, że kraty konfesjonału zamienię na te w oknach. szczególnie za esa o szóstej jedenaście z błogosławieństwem! bosko. w przenośni i dosłownie…

a na zakończenie smutna wieść. w wypadku zginął jeden z najprzystojniejszych i chyba najbardziej męskich moim zdaniem polityków europejskich – jörg haider. abstrahując od jego politycznych opinii i przekonań, które czasem były nader dalekie od moich, miał gość w sobie to coś! kropka. zwyczajnie po ludzki mi szaro. a nie brunatnie! coby nie było…

ipod-earphones-stock-thumb.jpg krystyna tkacz – w prosektorium najweselej jest nad ranem

  1. z miłością mam tak samo… a i studia nowe zaczęłam… więc witaj w klubie ;)

    eR: bosh. witaj więc. idziemy do baru?

  2. hmm.. błogosławiony między niewiastami… :)

    eR: wolałbym między chłopami…

  3. tez zawsze mam pecha do zenskich grup… ;)

    eR: bosh… witaj więc w klubie. i śladem powyżej – zapraszam do baru!

  4. heh z tego co wiem, jeśli ten ciągnik nie ciągnie za sobą czegoś dwuosiowego, to spokojnie możesz prowadzić go na kategorii B. ponoć, tu już pewien nie jestem, nawet jednoosiowe, np taki jednoosiowy rozrzutnik obornikowy możesz spokojnie pociągnąć na tym B. :D

    ksiądz? wow:D też swego czasu korespondowałem z księdzem, i to właśnie z B-B :D ale kontakt się urwał…heh stare licealne dzieje :D

    eR: hmm… myślisz? w końcu obiecałeś mi znaleźć dżipka :P a co do jednołosiowców. jam z nich jeden. więc jeśli masz be, możesz prowadzić. choć i tak przejmuję kontrolę. a ksiądz? masakro! może będzie praktyczniejszy niż mechanik…

  5. to widzę, że idziemy podobną drogą, ja też zapisałąm sie na inglisz i na basen, w nadziei, że ratownik będzie przystojny :) raaany skąd ty bierzesz te zdjęcia?? :)

    eR: ratownicy najbardziej boscy w skoczowie! a zdjęcia? a takie hobby – niektórzy szukają członków, ja bardziej prezydium!

  6. pamietam, ze strasznie sie swego czasu tego calego Joerga balam. Az mi to zupelnie przycmilo piekno jego ciala. Jakkolwiek, swiec panie nad dusza jego…

    eR: bosh… mogę cię ukochać abi?