eR

In point of view minus cztery on 3 październik 2008 at 18:57

jasny gwint. będzie picie. bo kicham. jakbym był chory. ale tylko na umyśle jestem, więc się nie liczy. tak jak panowie nie liczą swoich panów. choć nad panów ostatnio mam panie. i to jakie! które piją więcej niż ja. ostatnio tak się ściąłem z dwiema mężatkami na szkoleniu, że aż iskry leciały. pani zerówka i matka dwójki dzieci ostro trzymały mi kroku. cztery piwa plus żołądkowa plus piwo. i już prawie mnie miały. szczególnie jedna, która usilnie próbowała mnie zeswatać z dziouchą taką jedną, którą swoją drogą uwielbiam. ale również uwielbiam cpb – niemniej jednak nigdy nie wyobrażałem się na tronie następcy króla anglii i takich tam… tak czy inaczej walk był zacięta. niestety ja nie dotrzymałem kroku już tymże przedstawicielkom płci prawie pięknej. jako że niespecjalnie miałem ochotę na poranną aspirynę (choć one się upierały wszetecznie). wystarczyło hadwao. ale i ja prawie jak nowo narodzon byłem. ba! nawet popiołów nie potrzebowałem. choć dajamond by się przydał. ale to prawdziwy przyjaciel pań. a ja pań bez kreseczki nad en. choć z kreseczką kajindziej. ale cii. ten blog jest dla niepełnolatków dopuszczon. tak czy inaczej uwielbiam szkolenia z noclegiem. kobiety, piwo i śpiew. i alkohol. choćby za sto zeta za pół litra. zdziercy z krainy szuwarka! albo kanarka. bo i taki był. dodatkowo mój imiennik. er kanarek. o du liebe mutter des gottes…

pomniki przyrody to ważna rzecz. ale i smutna. szczególnie, gdy fruwają po dziedzinie niesione trąbą powietrzną. nawet szef sztabu im rady nie da. bo akuratnie na urlopie siedzi. pewnie w bujanym fotelu, bo mimo że wieku emerytalnego nie osiąga, to wygląda jakby znał od przedszkola co najmiej miećkę świętej pamięci ćwiklińską. uwielbiam tę babę. szczególnie gdy pani minister tańczy. a jak tańczy to tylko w warszawie. bo w warszawie się tańczy. albo interesy robi. jak nasi szkoleniowcy z kanarkiem włącznie. ot taki mały najazd stolców – tfu! stołeczników… – na nasz śląski ciemnogród. nie lubią mnie panowie stamtąd. szczególnie dyrektor do spraw administracyjnych. choć u nas na śląsku takowy się sekretarkiem zwie. ale tam wszystko musi być takie skomplikowane jak związek jarka i szczypińskiej. shit! ajsi! ci ty qwa z dżolantą wspólnego masz? chociaż chwała ci, że z tą, a nie z tą od tego drugiego jarka z panny z wilka. bosh. jak ja uwielbiam warszawę. szkoda, że mój ojciec syrenkę w obroty wziął. mi na chwilę obecną tylko nike zostały. niestety flaszka za stówę skreśliła całkowicie zakupy w markowych sklepach. znaczy sklepach z towarami ze znaczkiem er w kółeczku. w markowym świecie to ja byłem lata temu. no może miesiące. ale i tak wspominam z goopim uśmieszkiemi…

zaczynam się kształcić. i to wszechstronnie. najpierw szkolenie w stawie po czesku. potem inglisz z kobietami i jednym kolesiem, który przyszedł na zajęcia z kobietą (shit happens!), a za tydzień krakoff. erciu ty patafianie. odmładzasz się indexem zamiast botoxem. a indexy spadają ostatnio. na przykład taki dałn dżons. znaczy dow jones. ja totally political corectness uprawiam. częściej niż sex ofkors! choć na szkoleniu noc spędzałem w pokoju z panem z gminy wiejskiej o imieniu wieś. znaczy on był wieś, choć jego gmina też wieś. więc skradam się po cichu na palcach jak prima balerona di rzeźnia coby go nie zbudzić. idę pod prysznić, a potem raz dwa do łoża. i już prawie mam zasnąć snem niespokojnym, oddając się morfeuszowi od kazej strony i otworu… a tu nagle cyk. światło on. znaczy nie on w sensie on lub he. tylko on w senie cyk. ktoś wszedł do pokoju. jakiś pan. już oczyma wyobraźni (po pół litra za stówę) wyobrażam sobie się w jego ramionach… a ta doopa przyszła tu dla dupy. kupę zrobić. skorzystała z papieru toaletowego (w ubikejszyn ofkors…) i poszła precz. jak moja młodość. ale tak czy inaczej najcudniejszą wsią na świecie jest porąbka…

ipod-earphones-stock-thumb.jpg tola mankiewiczówna – reformy pani minister

  1. szkolenia, szkolenia… skąd ja to znam…, właśnie się na takowe wybieram i już mnie mdli nieco. No napisz jak Ci w tym Krakowie :) zaliczyłeś już najsłynniejszą gejowską parę? smoka z lajkonikiem? w sensie turystycznym ma się rozumieć :)

    eR: smok to mój brat bliźniak. a lajkonika niezbyt lubię. to taka niedomalowana drag queen… a poten nawet wpadliśmy do pedałbudy jednej, lecz niestety nie zastaliśmy drani :D

  2. param param, laskę wyrywam… :D :D yyy ale to komentarz ma być..

    dziecko drogie, to ile w końcu ta flasza kosztowała? 80 czy 100? bo to istotna różnica półlitrówki wyborowej na promołszyn w tesco :D

    aaa swoją drogą, masz eRku konto na nasza-flasza.pl? :D :D

    eR: parami emku wyrywasz? czy parom? osz ty zawistniku jeden! flasza kosztowała 80. a sok do niej 16. razem 96. ale cztery zeta sobie odebrałem!! na naszej-flaszy wpisałem adres mejlowy. mam czekać na wieść, jak tylko się coś ruszy… :P a co?

  3. żabcia-bomba!:)

    eR: bomba toby była, jakby jakieś patałachy przez kloakę ją nadmuchały i pękłaby niczym rysio kalisz na sejmowej mównicy :D

  4. tak, bo bociany mają to do siebie, że zawsze potrafią wszystko spierdolić i nie ważne co teraz mam na myśli :D

    eR: bociany klekotają, żabcie kumkają… a ty nieważnujesz… ech. nic się nie zmienia na tym świecie z wyjątkiem partnerów seksualnych brooke forrester. ale tez tylko w określonych granicach…

  5. ech skąd ja to znam… miałm ci ja takie szkolenia, miałam :) a tu w warszawie już nic z tego