eR

In point of view minus cztery on 24 wrzesień 2008 at 17:58

tralala, tralala mam dobry humor. bo jesień. bo deszczyk. bo zimno. bo nijak. a ja lubie rodzaj nijaki. nie, nie, nie! nie jestem pedofilem. co to to nie. po prostu nijaki jestem ja. a że mam totalnie wielki poziom samoakceptacji to temu. seksualnie wolę rodzaj męski. a w niemieckim żeński, bo najłatwiejszą deklinację. no i intuicyjnie wyczuwam, że akurat należy się rodzajnik die. die. die. nie. o umieraniu nie będzie. ani o księżnej, co dokonała żywota w podparyskim tunelu. choć hipkowa mama nagrała sobie pogrzeb i oglądała każdej soboty. aż się hipkowi nie przyśniło, coby nagrać jakąś różową landrynkę na wideo. i jakie było zdziffko hipkowej madre, gdy zamiast księżnej na katafalku zobaczyła skąpo ubraną słit dajanę na leżance. chwała panu w niebiesiech, że nie przypadło to odkrycie na święta wielkanocne, bo by się mogła zdziwić z lekka. tak czy inaczej hipcio miał pozamiatane, jak wtedy gdy spreparowałem mu wezwanie do oddania trzech pornoli w wypożyczalni cztery cztery. oj biedny był przeze mnie. zresztą nie on pierwszy – w połowie lat 90tych (tylko bez goopkowatych uśmieszków droga młodzieży) zadzwoniłem z automatu na monety i oznajmiłem mamie rudego – jako wiesia-wuefistka ofkors (znowu proszę się nie śmiać – to było przed mutacją, więc byłem wiarygodny) – że nie umie kopyrtków (znaczy przewrotów) w przód i w tył. biedak. dwie godziny musiał ćwiczyć na strychu. a to ja, a nie on, byłem wuefową dupą. i wcale nie chodziło o to, że panowie w szatni lookali na moje kształty. oj na pewno nie…

moja sis doprowadziła do skazania swojego byłego mężczyzny. za alimenty. a raczej za brak konsekwencji w ich płaceniu. czyli zrobiła go jak jarek dorna ludwika. ale to inna inność. jeśli nie oczywista oczywistość ofkors… niby ma rozłożone na raty dwa i pół koła, ale jeśli nie uda mu się ich spłacić w ciągu dwóch kolejnych lat, to pójdzie siedzieć. i oto jest przewaga ich heteryków nad nami pedałami. jakże ja chętnie bym oskarżył jednego z drugim za zmarnowane lata, miesiące, tygodnie i dni. ale pewnie oni w życiu by mnie nie wypłacili, bo więzienie to byłby dla nich raj. tyle męskich ciał i jeden prysznić. no i mydło. ale pewnie zasponsorowałbym rzeczonemu zakładowi karnemu system mydłowania w płynie. bo przeca nie w żelu – goopi nie jestem… chociaż mówi się chyba mydlenia. ale oczu. w tej grze byłem pasywny, oj… o, mieczysława ćwiklińska się odezwała. miło czasem usłyszeć jakiś głos zza światów. tralala, tralala…

w tym tygodniu wożę panią dejzi. no może nie dejzi. i może nie panią. ale pana de. znaczy mojego siostrzeńca do zerówki. to chyba najmądrzejszy pasażer mojego samochodu, który lada miesiąć odejdzie w zapomnienie. ale o tym kiedy indziej. tak więc od poniedziałku toczymy sobie dyskusje na temat nindż wszelakiej maści, lordów vaderów, pałer rejndżersów (cokolwiek by to nie było) i porannego wstawania. obaj bowiem z misterem di nienawidzimy porannego wstawania i krzywdzimy werbalnie każdego przypadkowo spotkanego człowieka. to nas łączy. inna inność, że nieco wykorzystuję małego do swych niecnych celów. i jak już wyżej zaznaczyłem – żadnych treści, za które mogliby mnie wsadzić do więzienia, w którym znając moje szczęście ktoś już by zasponsorował system mydłowania w płynie. po prostu to kilka chwil co drugi tydzień, gdy mogę pomyśleć o sobie jako o w pewnym rodzaju ojcu. miłe uczucie… jesień roztkliwia. nienawidzę jesieni! tralala, tralala…

ipod-earphones-stock-thumb.jpg jace everett – bad things

  1. uważaj, bo rola ojca jeszcze za bardzo Ci się spodoba a nie wiem czy wiesz – faceci nie mogą zachodzić w ciążę :D :P

    eR: i chwała bogu, bo bym musiał ci alimenty jeszcze płacić…

  2. Ten pewien rodzaj ojca to się nazywa wójcio :)

    eR: wójcio?

  3. no dobra… wujcio, hihi

    eR: aaa… wujcio! wariatuńcio ofkors.

  4. No… te uczucia tacierzyńskie to miła wiadomość :D a jednak je mamy hehe

    eR: mogę ci poojcować. spanking? (to polska wersja ojcierzyństwa)

  5. aaa, i zapomniałbym – boski pośladek na zdjęciu, na serio boski ;P

    eR: no nie mój niestety, nie mój… ale taki podobny do twojego :P

  6. no to miałem być ja. i co? no i nic. przeca zostałem zignorowany ostatnio dwukrotnie, więc jak ma być romans? ;>

    eR: zignorowany? osz ty draniu! cobyś vajagrę musiał za dwa lata zażywać!

  7. jednak jakieś instynkty ojcowskie masz.. znaczy się nie jestes taki straszny :)

    eR: jestem straszny! temu nie zamieszczam swoich fot tutaj… choć może było parę :P

  8. Pomijając treść notki…

    …ale fajny, kudłaty pośladek :]

    eR: to ajsa!

  9. “tralala, tralala mam zły humor. nie bo jesień. nie bo deszczyk. nie bo zimno. bo nijak. a ja nie lubię nijak…”

    eR: tralala tralala… ech. no coś w tym jest :P

  10. jasne, mówisz tak jakbyś potrafił te dzieci zrobić :P :D