nie ma już boga. znaczy jest, ale w watykanie pozbawili go imienia. jahwe ma odejść w zapomnienie i nieużywanie. choć to chyba nieco zgodne z moimi zapatrywaniami, bo jako semita już dawno w piśmie wyczytałem, że nie będziesz brał imienia pana boga swego na daremno. i nie chodzi tu o wzywania świętych, błogosławionych i innych dewocjonaliów. generalnie jestem chodzącą (czasem lekko zataczającą się) tolerancją. nie drażni mnie cudze wyznanie. drażni mnie moje. że jest z lekka płytkie, niepozbierane i w sumie nie wiadomo jakie. nie umiałbym się chyba w chwili obecnej opowiedzieć, na jaki kościół miałbym płacić swój podatek. w rzymsko-katolickim drażni mnie otoczka. w ewangelicko-augsburskim brak tolerancji (sic!), a u świadków jehowy brak kaszanki. i bądź tu mądry mister warrior. jak trwoga to do Boga. ale Adonai jest wszędzie. nie tylko w kościele. czasem myślę sobie, że tam go właśnie nie ma…
że jestem heterykiem w pedalskiej obślizgłej skórze, wiem od lat. delikatnie mówiąc ofkors. potwierdza się stara prawda, że umiem sobie zjednać każdą kobietę. w szczególności te starsze. bo trafiam w bruzdy między ich zmarszczkami. jestem jak richard fish – tyle że łechtam ich zwisy mentalnie. i co mi z tego? nic jak tylko kłopoty. bo dzień bez nowego wroga jest dniem straconym. to moja nowa filozofia. dziś pan prokurator, którego wyprowadziłem z równowagi. i to czym? moim spokojem i rzeczowością. że ja spokojny i rzeczowy? nie ma jak udawanie kogoś innego niż się jest. ale to już nasza pedalska spesjalite de la mezą…
po raz kolejny potwierdziło się, że mam najlepszego szefa pod słońcem. tym razem to zdanie mojej sis, która podczas wiejskich uroczystości dostała od pierwszego przypadkiem butelczynę pana tadeusza. choć jak sobie tak dodam dwa i dwa, to chyba pieprzę trzy po trzy. bo to ona dostała, a nie ja. więc subiektywnie rzecz biorąc, mam najokropniejszego szefa na świecie. bo daje alkohol mojej siostrze abstynentce, której prawie nie zna, a mnie alkoholikowi, który pisze mu te durne przemówienia już szósty rok, za nic nie wynagradza. jedyne procenty, jakie dostaję, to zasiłek funkcyjny. znaczy dodatek. ale to i tak zasiłek. na waciki! tak więc tytułem odwetu zwiałem dziś godzinę wcześniej z pracy. a co! miałem kilka załatwień w banku, gdzie zamiast szybko i sprawnie mnie obsłużyć, zaproponowano kartę kredytową, smsowe powiadomienia o saldzie i limit w rachunku na dwadzieścia tysięcy. powariowali! chociaż biorąc pod uwagę mój ejdż, mógłbym zrobić psikusa moim spadkobiercom…


Kartę brać, ja się bałem a teraz błogosławie
eR: bosh, ja mam trzy plus jedną debetową. skaranie boskie!
znam swiadka jehowy, ktory je kaszanke :]
eR: ja katolików, co uprawiają sodomię!