eR

In point of view minus cztery on 10 wrzesień 2008 at 19:25

gdzie są przyjaciele moi? tuż obok. zawsze wyciągną do mnie swą dłoń. ot na przykład moja boska sis. na imieniny from her dostałem dwie flaszki. od maryśki szefowej czterech szkół również. i od wiejskiej nawet. znaczy ona wie, że grozi mi alkoholizm, więc mi sennik dała. bo jak każdy pijak mam zwidy. niech więc jako żem inteligentny wiem, o czym te wizje są. a przynajmniej co znaczą. ofkors od cioci be dostałem życzenia pobożnej żony. kochana jest! naprawdę. w sumie miło mieć imieniny. a jeszcze milej gdy pamiętają o nich chrzestna, siostra, wiejska plus maria the principal. dwie baśki i dwie maryśki. bo moja siostra maryśka. przynajnmniej dziadek ją tak nazywał. ja zwę ją moją kochaną sis. w sumie podobni jesteśmy. ona trochę brzydsza. ale kobiety po urodzeniu dzieci tak już mają…

stoczyłem bitwę z moherową naczelniczką. na mejle. aż stwierdziła, że pierwszy powinien się zastanowić, czy powinienem być wicepierwszym. sam wiem, że nie powinienem, ale że jestem koniunkturalistą, to jestem. i powinienem. inna inność, że oberwiejska dżdż utwierdza mnie w mojej strategii wojennej. swoją drogą dżdż to taka druga kalamala. uwielbiam ją. bosh! gdybym był hetero, miałbym kolejną kandydatkę do ręki. a tak? doopa zbita, a nie przeleciana! to straszne… uwielbiam ją! szczególnie obgadywać cały selfgovernmental łerld na naszej prowincji, gdzie psy doopami nawet nie szczekają… w sumie zaproponowałem nawet jej własne nasienie, ale ona upiera się na drodze przez bramy hadesu. prędzej dam się pożreć jakiemuś cerberowi niźli je przekroczę…

w sobotę znowu łerk. staję się jak była wicepierwsza, a obecna wicewicepierwsza. pracoholik. alkoholik brzmi ładniej. tak kosmopolityczniej. a tym samym gejoffskiej. więc kolejny wochenende siedzę w pracy. tym razem na zawodach robinhoodzkich. a co! ja się jest na świeczniku, to musi się godzić na knot-lajf. knot & knete. kto zna dojcz, wie! ech… inna inność, że takie lajf to cud miód i malina… a moje to już w ogóle! cherry lajf. ale coby nie wpisywać się w życie lindy gray z dallas (pierwsza alkoholiczka, jaką kojarzę z serialu – nawet wcześniej niż januszek, co po swojej matce za pośrednictwem łóżka skakał w balladzie niejakiej), to powiem, że mam parę… dziesiąt dni urlopu. i szukam kogoś na wyprawę w ciepłe kraje… ktoś chętny??

ipod-earphones-stock-thumb.jpg vitas – ciało

  1. ja! ja! ja jestem chętna!!! i jak widze pierwsza w kolejce :D

    eR: o! no proszę! a ja myślałem, że będę musiał komuś zapłacić za towarzystwo… :P

  2. A ty na wyspę bezludną się wybierasz ze ci towarzystwo na gwałt potrzebne?

    eR: dość mam odludkodztwa… bosh… co za durny neologizm!! a towarzystwo bardziej niż gwałt!

  3. Do chętnych się dopisuję… mam nawet propozycje :D

    eR: wow! spadłem z krzesła właśnie. znaczy z fotela. a co!

  4. A to coś na focie to ma nogi owłosione jak księżniczka łapy!!!!!!!!