czytałem sobie właśnie na stronach die welt o cesarzu wilhelmie drugim i natrafiłem na genialne zdanie – jak powszechnie wiadomo młodość to jedyny błąd, który naprawia się sam z siebie. coś w tym jest. nie będę streszczał artykułu, bo to nie temu tu piszę, a skupię się li tylko na zacytowanej przeze mnie właśnie mądrości, która trafiła mnie prosto w międzyocze. auć! mój garbaty nos! choć lepiej tak niż w międzykrocze. bo konik garbusek by tego mógł nie znieść… takie durne pierdoły dzisiaj mi na klawiaturę przychodzą. to chyba temu, że krew jeszcze nie odparowała nadmiaru procentualiów, które się w jej obieg dostały w minione dni. na pierwszy plan poszedł dzieciak młodszy, który wypił tyle co ja i się pochorował. a ja nawet najmniejszego bólu głowy nie poczułem. ale jak mówi niemieckie przysłowie – übung macht den meister. więc ja jestem jakby titanic. a jedyną mi górą lodową wątroba. swoją drogą w sphinksie całkiem niezłą podają…
oprócz tego, że jestem alkoholikiem, całkiem fajna ze mnie… no nie. doopa nie. kiedyś tak. dziś to raczej doopsko wszeteczne. kura domowa ze mnie całkiem całkiem. sam piorę, sam sprzątam, sam maluję (ściany – coby nie było, że się!), sam piorę… no z tym ostatnim to nie tak do końca, bo pralka pierze. ale ja ją załączam. ostatnio przekonałem się, że moje spinki do mankietów za pół setki są wodoodporne. bo nic a nic się w pralce nie zmarnowały. tylko już wiem, że łazienkowych dywaniczków (rocznik 1998) nie można prać z koszulami, bo podkładka gumiasta po 10 latach używania zaczyna się kruszyć i przyczepiać się do pobocznego prania. skandal! a potem trzeba trzepać. pranie strzepywać przed powieszeniem ofkors. coby nie było, zboczeńcy!
a przede mną szkolenie. w śląskich tworkach. czyli rybniku. bosko! może mnie tam zatrzymają na dłużej. chociaż lepiej może nie. lekarze jakoś ostatnio wzbudzają moją rezerwę. znaczy u mnie. ale gramatycznie niech nawet tak będzie. ostatnio mi się oberwało za ściąganie okularów, kiedy to ponoć się je zdejmuje. przyjąłem do wiadomości i słownika wyrazów własnych. teraz zdejmuję okulary. ściągam soczewki. chyba że znowu ktoś mi uwagę zwróci. wtedy zwrócę. honor znaczy. nic innego. rzadko zwracam. bo jak już wyżej nadmieniłem – ćwiczenie czyni masterem. tfu mistrzem. slejwów też nie mam. znaczy mam jednego twardego. to jest dysk twardy mam. jeden master – drugi niewolnik. a na niewolniku sporo tego tamtego… nawet kiedyś pogrzeba papieża miałem, ale mój kochany eks uznał, że się nie godzi czegoś takiego razem z brzydkimi filmami, w których bohaterowie polsatowskich show grają, trzymać i mi na bezczelnego to skasował. ale to cały on! ja bym filmy dla dorosłych gejuff wywalił – on wywalił pożegnanie dżejpitu. i w tym miejscu wszyscy ślemy buziaczki viljarowi!







