mamma mia! zielona pietruszka. chociaż może lepiej ryba po grecku. z meryl streep i dżejmsem bondem na emeryturze. abba ojcze! podobało mi się. nawet colin the gay. gdyby nie tylko dwie jakieś jebnięte na mózg niewiasty w wieku połowy mnie, które zakłócały odbiór bollywoodzkiego hollywood. i kto to widział, by na film chodzić na szesnastą w sobotę. ale hola! przeca byłem tam z parką gejów i migotką. czyli żadna randka. li tylko odbiór artystyczny. totalne ukulturalnienie. raz na kwartał wystarczy. ale przeca nie piszę o seksie! więc pewnie nie wystarczy. moje zmysły domagają się odbioru czegoś wyższego. moje libido też. ale w sumie zmysły mają pierwszeństwo. ponoć tak szczytniej. no i łatwiej. to fakt…
coś w sobie muszę chyba mieć. bo nie umiem zrozumieć tego, że najstarszy człowiek świata od ponad trzech lat szuka kontaktu ze mną. zmysłowego. w sensie, że słuch to zmysł. bo wizualizowaliśmy się wzajemnie jakies dwa lata temu ostatnio. zresztą my nie umiemy normalnie rozmawiać. zawsze złośliwości i przygadywanie sobie na wzajem. to pewnie temu, że jestem jedynym gejem, jakiego zna, a z którym nawet się nie lizał. lubię być wyjątkowy. specific. no i dowiedziałem się całkiem przypadkiem, że preston sobie ostatnio małe tournee przez jego ciało uczynił. bosko! i jak tu uwierzyć w wierność, uczciwość i coś tam jeszcze małżeńską. no nic! zna ktoś jakiegoś fajnego kubę?
wiejska ześwirowała. trzyma się tego swojego kurdupla, jak kaczka dziwaczka rzeki trzymać się była powinna. no i jak skończyła? w buraczkach. wiejska z burakiem. lepiej chyba dać upiec się w brytfannie, niż zdębieć obiad podając. powinna swojego ślubnego dawno w cholerę rzucić. olać. wapnem przysypać. i rytuał jakiś odprawić. ale nie chce. bo że nie może, to nie uwierzę. kto zrozumie kobiety? ja na pewno nie. tym bardziej, że sam mam niemałe kłopoty, by facetów pojąć. za męża to już w ogóle mi się nie udaje… i glorija!










