nie ma jak strugać maczo wobec słabszych. upatrujesz sobie takiego i już możesz uchodzić za prawdziwego faceta. tudzież prawdziwą łumen. ja też sobie upatrzyłem. konia polnego. już raz mnie jeden taki wielki pogryzł, na co mam świadka w osobie imć szanownego eksa. to też tym razem ni ryzykowałem i małego gnojka załatwiłem na cacy. chusteczką z pudełka. chusteczką, w którą czasem trąbię oglądając jakieś ciekawsze filmy. no dobra – nie trąbię. ale mógłbym. zresztą właśnie skończyłem oglądać skinsów. pierwsza seria boska. druga romemłana na amen. i gdyby nie szalone łał kasandry i dziwne dźwięki, które zostają w uszach już dawno bym olał ten sezon. ale że prawdziwego chopa poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna, to już inna inność… ale zboczyłem z tematu. miało być o koniku. no więc bestyja zasadziła się na mnie i chciała pożreć, ale ostrzeżony dzisiejszym wyznaniem sekretarki, która ostatnio goniła w negliżu o drugiej po północy, coby dziada z domu wywalić, bo nie pozwalał jej spać – musiałem zareagować. a że z testosteronem u mnie w miarę dobrze, to musiałem błysnąć. niczym flesz z japońskiego jednorazówkowca na celulozę. cały ja!
dzisiaj koniec miesiąca. jutro początek. ależ odkrycie z mojej strony. chociaż rzadko się odkrywam bo śpię nago. jak święty turecki. no właśnie – turcja. w azji leży. a ja niby z xeonem – tfu! prestonem – miałem do tajlandii lecieć. niemniej jednak pora zweryfikować plany. nie stać mnie na takie brawurowe wypady, które musiałyby się wiązać z opóźnieniem decyzji w sprawie wymiany samochodu. a mój staruszek już się prosi, coby go sprezentować siostrze kochanej. no właśnie – siostra. pochwaliła się kilka dni mi temu, że miała faceta na chacie. a to puszczalska jędza jedna. będzie się seksić. w sumie niech jej kołdra lekką będzie. bo akuratnie ja mam lekko skonfudowane podejście do sekszenia się. nie mam partnera. nie mam natchnienia. mam erekcję. czasem znaczy. na żaden priapizm nie cierpię. no chyba że akurat mam wizytę ze stolycy…
mało sypiam ostatnio. nie że mało z kimś sypiam, ale mało w ogóle. z kimś to jakoś niespecjalnie. bo grafiki się mijają. zresztą mam dziwne podejście do sypiania. kładę się o drugiej, wstaję o szóstej. w pracy ziewam, w domu wypoczywam i się relaksuję. o! dwie moje ulubione postaci mignęły na gadule – migotka, która mi ostatnio podsyła foty swojego nagiego interlokutora z wysp brytyjskich. i księżna. ciekawe jakby się asesorek poczuł, gdybym porozsyłał po świecie jego rosołowe zdjątka. albo ja – gdyby on mi podobny numer wyciął. znaczy ja takowych nie mam. teoretyzowałem sobie. zresztą ja zawsze hipotezy lubię. albo żarty. od miesiąca wmawiam wiejskiej, że robimy w firmie związki zawodowe. ale chyba już o tym pisałem. albo w którymś z mejli do mojego rudzkiego imiennika. gubię się już w tym. w sumie już się pogubiłem. zresztą jak zawsze…








