eR

In point of view minus cztery on 1 styczeń 2008 at 0:26

…i wiejska odeszła od męża. eksiu nie odbiera telefonu, a nawet go wyłączył. rozlałem ruskiego szampana, a na dodatek piję go sam. się zaczął – szczęśliwy numerek dwa tysiące i osiem. z jednym dniem gratis w promocji z okazji lutego. jaki będzie? nie mam pojęcia… ale życzyłbym sobie, żeby pod każdym względem był lepszy od tego z siódemką na końcu, który z jednej strony zakończył się wcale nieźle na papierze i zapisach bankowych, a z drugiej strony – to jedna wielka kicha. w takie dni jak dzisiaj człowiek dojrzewa do stwierdzenia, że gonitwa za kasą, prestiżem i stanowiskami jest tak naprawdę gówno warta, jeśli jej efektów nie można dzielić z kimś dla siebie ważnym. całe szczęście, że instytucja przyjaciół i rodziny się stale poszerza. po prostu…

ale po kolei. zwą mnie mattithyaahu. nie jestem ani z nikim spokrewniony, ani skoligacony, kto pisał podobnego bloga. moja tu obecność ma być swoistą cezurą mojej bytności w sieci. ten rok ma być inny pod każdym względem od poprzedniego. trzaskam drzwiami, nie uważając czy będzie kogoś to kosztować palce. nie wiem nawet, czy summa summarum palców nie stracę ja sam. tak musi jednak być. człowiek powinien zapomnieć to co było złe, ale i to co było dobre. bo żywiąc gniew i złość nigdy do przodu nie zajdzie, a i tak będzie popełniać te same błędy. uśmiechając się na myśl o tym, co kiedyś było dobre, nie zyska nic innego jak kilka łez w oczach, które same za siebie powiedzą, że teraz jest gorzej. po prostu musi być granica. i to właśnie jest moje postanowienie noworoczne. ten, kto kiedyś wojował o światło i ten, kto tułał się bez celu musi zniknąć. bo z wojownika-tułacza nie będzie nigdy pożytku. nigdy nie zagrzeje miejsca na ziemi, a i zarazem nigdy światła nie utrzyma.

czas przeciąć tę pępowinę, by rozpocząć coś całkiem nowego. i wierzę, że się uda. ale samemu z całą pewnością nie. to wiem, jak nigdy przedtem. ale nie wiedziałbym tego, gdybym po drodze nie stał się mattithyaahu.

ipod-earphones-stock-thumb.jpg tomboy – it’s ok to be gay

  1. matko… wykończysz mnie tymi nazwami bloga, serio… :> w każdym razie powodzenia życzę w tym nowym miejscu.

  2. hmmm … z nowym rokiem, nowy czas, nowe miejsca i wiele nowych mozliwosci…

    i jakby fajansiarsko, czy banalnie, to nie zabrzmialo: trzymam za cie kciuki :*

  3. to Warriorku już chyba nie można do Ciebie mówić ? ;) ech skaczesz z bloga na bloga :) ale dobrze, że choć tym razem zostawiłeś adres i nie kazałeś szukać siebie. Ja również mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy od minionego, a zaczął sie baaaaaardzo przyjemnie…….

  4. -> ice: nie tytuł, a treść się liczy :)

    -> barakuda_k: dzięki. dwukropek i gwiazdka too

    -> silent: można mówić jak się chce. ale to co było dla mnie jest już zamkniętą raz na zawsze przeszłością… ja też mam taką nadzieję :P