I
Postaw przed sobą realne zadanie. Ale musi być to zadanie, o którym możesz od razu na wstępie powiedzieć, że uda ci się je zrealizować. Tak więc jeśli jesteś gejem broń boże nie chciej związku na całe życie, kogoś kto będzie cię trzymać za rękę gdy będziesz umierać ani kogoś kto nie będzie się ślinił na widok michała żebrowskiego. Poza tym będąc gejem nie chciej usidlić mnie, bo ci się to nie uda… Ale za to możesz postawić przed sobą znacznie łatwiejsze zadania, z których osiągnięciem nie powinno być w zasadzie większego problemu, na przykład możesz wyremontować kuchnię, nauczyć się kankana albo pojąć sztukę gry na harfie.
II
Musisz się w pełni skoncentrować na tym zadaniu. Ba, musisz skierować wszelkie myśli na to, że ci się uda i przyniesie ci to satysfakcję. Na pewno tego nie osiągniesz, szukając mężczyzny swego życia w homoseksualnej branży, bo może cię rozproszyć każde kliknięcie na twój profil, każde mrugnięcie innego pana w dyskotece, każdy wydepilowany włos na klatce kogoś pod basenowym prysznicem. Ale jeśli zaczniesz grać na harfie, to będziesz palcami tak delikatnie sunąć po każdej ze strun, że nie jedna kobieta pożałuje, że nie jesteś heterykiem, a twoja najlepsza przyjaciółka lesbijka poprosi cię o zdradzenie tego ekstatycznego sekretu. Jeśli natomiast zaczniesz uczyć się kankana, to bez końca pochłonie cię widok twoich wydepilowanych łydek w kabaretkach, a każda falbana przy podnoszeniu nóg skutecznie zasłoni ci widok przyglądających się mężczyzn. Natomiast, gdy podejmiesz się remontu kuchni, to nie wyjdziesz z niej przez co najmniej dwa kolejne letnie urlopy…
III
Musisz postawić sobie jasne cele. Określić, co chcesz z danego zadania mieć. Jak wiadomo – faceci to najbardziej prosta we wszechświecie konstrukcja psychologiczna, a jednocześnie totalna zagadka, której nie rozwiązał dotąd żadny gej. Może dlatego, że wbrew pozorom sam jest facetem, a jak wiadomo facet to najbardziej prosta w kosmosie konstrukcja psychologiczna. Bo co niby mielibyśmy mieć ze stałego związku? Kilka wytrysków, kilka pocałunków i w cholerę problemów emocjonalno-egzystencjonalno-bógwiejeszczejakich… A tak remont kuchni to nowe tapety bądź kolor na ścianie, nowe meble czy mniej kurzu na lampie. Kankan to przede wszystkim nowe ciuchy, poczucie jedności z podłogą i bosko umięśnione łydki. Ach, i harfa (zapomniałbym o harfie!) – harfa to zjednoczenie się z aniołami, joanną newsom i skaldami. Ygh, ale tam chyba to nie harfistka była. Ale co tam – pasuje do kontekstu…
IV
Informacja zwrotna jest jeszcze ważniejszą sprawą. Jeśli bowiem uzyskamy od razu (albo w niedalekiej przyszłości) efekt naszych działań, to dodatkowo nast to wzmocni. No bo proszę – dwa lata i przy dobrych wiatrach mamy nową kuchnię. Kilka lat wytężonych wysiłków i będziemy mogli w coconie albo innej pedał-budzie na podium zatańczyć kankana, a przy okazji wykopać konkurencję, by wszyscy mogli wpatrywać swoje ślepia właśnie w nas. A po dekadzie pracy można przy ognisku organizowanym przez zbowid i koło przyjaciół radia maryja zagrać najnowszy hit gosi andrzejewicz nie na jakiejś nudnej i oklepanej gitarze, ale wymiatać równo na harfie. A ze związku jaką mamy mieć informację zwrotną? Wytrysk? Zdradę? Umarł król – niech żyje król? Albo hiv… No tak, to by była genialna informacja zwrotna…
V
Poza tym trzeba totalnie się zaangażować. Wyobrażam sobie już te farby, panele, listwy podłogowe walające się po mojej kuchni; bieganie po castoramie (byle nie po dziale ogrodniczym) i wykłócanie się o każdy odcień bieli, beżu i tęczy. Tak samo mogę oczyma wyobraźni ujrzeć się w kankanie. Tu pewnie straciłbym cały tydzień w pasmanterii na dobranie kabaretek na swoje umięśnione łydki (nota bene nie widziałem do tej pory faceta, który by miał tak umięśnione nogi jak ja…), a co za tym idzie kolejny tydzień na ich depilacji (bleee). Ha i harfę mogę sobie wyobrazić – pamiętam jak kupowałem garnitur albo ostatnie okulary… Zakład, że nikt nie chciałby tego wybierać ze mną – ty dwadzieścia cztery godziny na jeden salon optyczny czy sklep z odzieżą dla panów to stanowczo za mało… Więc co dopiero by się działo z takim instrumentem… A związek??? Nie. Zaangażowania w to sobie nie mogę jakoś wyobrazić… Odpada!
VI
Niezwykle istotne w tej koncepcji jest także poczucie posiadania kontroli nad naszym zadaniem. Kuchnię kontroluję, a jak. Jak się wkurzę, to odkręcę gaz. Albo zrobię to co jaś fasola. Kankana też mogę jakoś ujarzmić. Najwyżej kastanietami komuś walnę w oko… Ale czy to aby nie jakiś inny taniec?? Pfff, pasuje do konwencji, więc ukradnę te kastaniety jakiejś annie baranowskiej dwa. A harfę też bym sobie mógł kontrolować. Zresztą stoi cały czas na miejscu, jest prawie tak ciężka jak ja, więc nikt nie mógłby mi jej zwinąć… A faceta? Taaaa… Powodzenia! A jeszcze geja… Jak ktoś wie, jak by to można zrobić, to niech od razu powie. Oddam mu co miesiąc połowę wypłaty. Może mojej nie, ale wiejskiej baby z chęcią…
VII
No i w dodatku trzeba zapomnieć o swoich problemach. To w sumie najłatwiejsze. Jak malujesz kuchnię, to myślisz tylko by nie spaść z drabiny, a w ogóle nie zastanawiasz się, że musisz umyć auto, bo skupiony na tym zadaniu masz świadomość, że musisz umyć całą twarz, na której jest tona farby (co spowodowane jest twoim kompletnym dyletanctwem ściennym). Tańcząc kankana, nie masz w myślach, że nie masz czasu na nic w pracy, bo uważasz, by nie połamać sobie nóg w butach na obcasach. Nawet gdyby twoim jedynym problemem w pracy był nietwarzowe buty kobiety z biura naprzeciw. Bo jak można nosić czarne szpilki do białych rajstop? Ale w tej chwili o tym nie myślisz… No i z harfą też jest identycznie. Bo jak już zaczynasz grać, to nie pamiętasz, że od dawna nie wyszarpałeś żadnego mięsa do łóżka, a twój penis zaczyna przypominać kabanosa. Najważniejsze jest, by nie pociąć palców na ostrych strunach, a przy okazji pokazać kobietom jak marnują się u ciebie geja twoje zwinne palce… A w związku? Nie masz szans! Jak możesz zapomnieć tu o swoich problemach, skoro właśnie tutaj doganiają cię one wszystkie!!!
VIII
Ostatnie to totalne zatracenie się w czasie. Wszystko do zrobienia – w kuchni nawet nie spojrzysz, gdy miną kolejne lata, a remont nawet nie rozpoczęty. Ważne, że zadanie zdefiniowane. Kankan – podobnie, latka lecą, a ty przynajmniej od niepamiętnych czasów umiesz nazwać ten taniec, a kompletnie nie wiesz czym się różni samba od mamby i macarena od kaczuszek. No i harfa – instrument niebiański… A tam czasu nie ma! A w związku?? Tu jest każdy czas! Przeszły równa się eksi, terażniejszy równa się sexy i sex, przyszły to ex. Bo zawsze ktoś był przed tobą, bo zawsze jest dziki orgazm, bo zawsze będziesz byłym…
* * *
Tych osiem wyżej wymienionych akapitów ma zdaniem eksperta od szczęscia pana mihaly’ego csikszentmihalyi’ego (książka u mnie za sprawą pana psychologa) warunkować totalną satysfakcję. Odlot. Flow. Ponadto wszystkie muszą wystąpić jeden za drugim i bezwzględnie razem, by się wzajemnie uzupełniać i integrować. Bez tego nie ma szczęścia. Nie ma przepływu… To po cholerę chcę związku?
Zachorowałem na m-people