Postawiłem sobie dzisiaj tarota. Dawno już właściwie tego nie robiłem, ale dzisiaj jakoś mnie naszło. Może z nudów, może z braku lepszej rozrywki, może z przedawkowania kofeiny… Nie wiem… Te karty mają naprawdę jakąś dziwną moc. Nie to, żebym był drugą wróżką esmeraldą z naszego wiejskiego festynu, ale nieco umiem się w tym poruszać. Po omacku, ale jednak… Dziwna sprawa. Rzeczywiście jestem samotny i jakoś nie do końca umiem się do tego przyzwyczaić. Nie żebym był tym jakoś specjalnie poruszony czy sparaliżowany, ale jakoś odczuwam to na każdym kroku. Podobnie w pracy moją bezpośrednią przełożoną jest silna kobieta, która coraz bardziej staje się zdeterminowana, by swą władzę poszerzać. W moim życiu obecny był blond-kochanek, a nawet więcej niż kochanek. Jednak ten etap jest już na wieki wieków za mną. Co więcej zazdrość była jednym z elementów mojego związku i napsuła nieco krwi tak jemu, jak i mnie… Koniec końców z chwilą wyjaśnienia wszelkich spraw między nami wrócił w moje serce pewien spokój oraz pewność sytuacji – wiem na czym stoję i nie łudzę się, że mogłoby coś być, czego już dawno nie ma…
Karty prawdę ci powiedzą – piszą w pani domu, skandalach czy innych pismach dla pań, które z namiętnością czytam w ubikacji, gdy jestem u mojej sis. Ale że wiedzą tak wiele, nie podejrzewałbym za nic… Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że powiedziały, iż u podstaw mojej dzisiejszej sytuacji stoją takie sprawy jak to, że najważniejsza dla mnie jest pewna stabilizacja i kontynuacja oraz harmonia. Że pielęgnuję poprawne stosunki ze znajomymi, a w pracy sytuacja jednym słowem była przez pewien okres niesamowicie niestabilna, co stawiało pod znakiem zapytania moją dalszą karierę – coby użyć górnolotnego stwierdzenia… No jak mam sobie wytłumaczyć, że w moim otoczeniu była osoba mająca skłonność do depresjie, a sytuacja była delikatnie mówiąć drażliwa. Ja nie umiem tego sobie wytłumaczyć. Ani zrozumieć…
A co mnie czeka w przyszłości? Pewnie hipek by się cieszył, bo karty prawie w każdym astrologicznym domu wróżyły mi finansowe powodzenie oraz zaspokojenie moich próżniaczych ambicji w sferze zawodowej. A że co powiedziały o miłości?? Hmm… w dzisiejszych czasach? O miłości? No plizzz… zapomnijmy… Za to podróże, konto bankowe, kariera – full wypas. No coś za coś…
Jak się ma szczęście w kartach, to bezczelnością by było wymagać go jeszcze w miłości. Punkt.


